VK9LA Lord Howe Island DXpedition 2009
VK9LA personal blog by SQ8X & SQ9DIE-
Witamy na blogu VK9LA!
Posted on marzec 18th, 2009 · 16:14 UTC No commentsPostanowiliśmy dołaczyć do grupy 16 operatorów biorących udział w ekspedycji na Lord Howe - VK9LA pomiędzy 23 marca a 3 kwietnia 2009. Celem naszego blogu jest dzielenie się naszymi wlasnymi przeżyciami, doświadczeniami oraz obserwacjami po wyjeździe z Polski oraz podczas ekspedycji na wyspie. Nasz blog z założenia ma nieformalny charakter i nie jest oficjalną witryną wyprawy. Aby zasięgnąć najnowszych, oficjalnych informacji, zajrzyj na oficialną witrynę VK9LA . Trzymajcie za nas kciuki! Stan SQ8X & Pete SQ9DIE
-
Video z VK9LA na Dayton Hamvention 2009!
Posted on maj 13th, 2009 · 7:02 UTC No commentsJuż w najbliższy weekend Dayton Hamvention 2009! Jeśli ktoś z Was będzie miał okazję tam być, zajrzyjcie koniecznie na stanowisko Icoma. Będzie tam miała miejsce prezentacje filmu dokumentalnego, który nakręciłem w High Definition podczas ekspedycji VK9LA. Całość będzie opatrzona komentarzem Boba N2OO. Na witrynie dx-hamspirit.com zamieściłem „zajawkę” materiału - zapraszam do jej obejrzenia ;-)
-
Ostatni element układanki!
Posted on kwiecień 11th, 2009 · 15:39 UTC No commentsTo był naprawdę historyczny moment! Któregoś dnia wspomniałem na blogu, że udało mi się zrobić łączność z VK9GMW z Lord Howe pod znakiem VK9L/SQ8X (sprawdź ich log hii ;) Dzisiaj udało mi się ponownie zrobić z nimi łączność, ale tym razem z mojego domowego QTH ze 100 watów i GP7DX z drugiego końca globu! To było jak zamknięcie ostatniego rozdziału VK9LA. Historia zatoczyła koło. Podczas ekspedycji pomagaliśmy im logistycznie w podróży na mellish Reef. Bill VK4FW była na tej rafie i posiada wiedzę i doświadczenie, które okazało się pomocne chłopakom z VK9GMW. Cały czas śledziliśmy ich podróż na Mellish przez cały czas trwania VK9LA. Trudno to inaczej uciąć, ale od samego początku czuliśmy się wszyscy w pewien sposób z nimi związani. Zapaiętam tą łączność na zawsze. Wielkie podziękowania dla George’a AA7JV and Tomi’ego HA7RY za ten niezapomniany moment. Oto hostoryczne nagranie naszej łączności:
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.
-
Jeszcze jedno nagranie
Posted on kwiecień 10th, 2009 · 6:41 UTC No commentsOto jeszcze jedno nagranie VK9LA na CW, które otrzymaliśmy dzięki uprzejmości Igora RA3CQ. Nagranie zostało wykonane na 30m cw 28 marca 2009. Tego dnia miałem bardzo ładne otwarcie na EU, a pileup był naprawde spory ;-)
Audio clip: Adobe Flash Player (version 9 or above) is required to play this audio clip. Download the latest version here. You also need to have JavaScript enabled in your browser.
Pozdrawiam! Stachu SQ8X
-
Warszawa
Posted on kwiecień 9th, 2009 · 10:42 UTC 1 commentWarszawa. Naprawdę dziwnie tu być znów po 3 tygodniach, które wydają się być na razie mglistym obrazem natłoku wrażeń i refleksji. Ciągle mam wrażenie, ze wyjechałem z Polski nie 3 tygodnie, a 5 dni temu! Wczorajszy dzień powrotu był bardzo nerwowy. Mieliśmy kłopoty na Heathrow. W skutek błędnej informacji na lotnisku spóźniliśmy się na nasz lot, przez co byliśmy zmuszeni kupić bilety na inny lot do Polski. A ceny były zawrotne (Święta…). Na koncie spora kwota na minusie a to dopiero początek miesiąca ujjj… :(
Póki co, jak ktoś mnie określił na clusterze - “żółtodziób z Bieszczadów” - próbuje ochłonąć i uporządkować wspominania i stawiać wnioski. Te na gorąco, to przede wszystkim konstruktywna samokrytyka. Owszem, praca na cw była niesamowita, ale przede mną jeszcze wiele nauki.
Staram się czytać wszystkie komentarze. Również komentarze osób, które bardzo krytykowały moją pracę na cw. To bardzo dobre uwagi, ale zdaję sobie sprawę, że nie powinienem popadać w paranoję braku umiejętności pracy na telegrafii. Łatwo jest oceniać nie mając świadomości co działo się w danej chwili “po drugiej stronie pileupu”. Owszem, można to sobie jakoś wyobrazić. Ale proszę mi wierzyć - takie wyobrażenia bardzo często mają się nijak do tego, co dzieje się w rzeczywistości na paśmie po drugiej stronie. Ponadto jak australijski bumerang pojawia się retoryczne pytanie: czy cluster, czy też inne środki przekazu tego typu, są tak naprawdę wymiernym, opiniotwórczym źródłem informacji o krótkofalarstwie? Od samego początku istnienia tego typu narzędzi mam poważne wątpliwości…
Uważam, że dobrze poradziłem sobie z wrzuceniem na głęboką wodę. Nigdy przed wyprawą nie startowałem w zawodach cw, ani nie brałem udziału w innych ekspedycjach. Z dnia na dzień musiałem nauczyć się tego w przyspieszonym tempie, a podczas pracy na pasmach byłem zdany tylko na siebie. To była niesamowita dawka motywacji do rozwijania umiejętności, bycia konsekwentnym w planowaniu dalszych przedsięwzięć. Cieszę się, że części z Was udało się sprawić frajdę nie tylko tym blogiem, ale przede wszystkim łącznościami. TO JEST DLA MNIE NAJWAŻNIEJSZE.
Stachu SQ8X
aka “żółtodziub z Bieszczdów” ;-)P.S. Właśnie ktoś przekonał mnie do spisania szerszej relacji z VK9LA. Na pewno jej tutaj nie zabraknie, ale zajmie to chwilkę…
P.S. II Bill VK4FW zadecydował, że online log nie będzie juz dostępny online. Jeśli masz jakiekolwiek zapytania dot. łączności, prześlij zapytania bezpośrednio do niego.
-
Bezsenność w Sydney
Posted on kwiecień 5th, 2009 · 10:04 UTC No commentsOpuściliśmy Lord Howe rano w piątek 3 kwietnia czasu lokalnego. Było naprawdę smutno wylatywać z wyspy, a każdy z nasz chciałby zostać tam dłużej. Niektórzy z nas odczuwali zupełnie coś nowego, coś w rodzaju niemal uzależnienia od bycia w eterze z wyspy i tak trudno wrócić do „normalności”. Ekspedycja na pewno w jakiś sposób zmieniła każdego z nas, a zwłaszcza tych, którzy mieli okazję uczestniczyć w tego typu przedsięwzięciu po raz pierwszy. Trudno to ująć w słowa, ale wydaje mi się, że dopiero teraz zdaję sobie sprawę, jakim nakładem prac i kosztów jest okupiona każda wyprawa. Dopiero teraz też rozumiem, jakie są naprawdę oczekiwania wołających na stacji, jak bardzo różni się propagacja w tak odległym miejscu. Teraz oczywiście wiem, jak wiele rzeczy można byłoby przygotować następnym razem lepiej… Poza tematami związanymi z krótkofalarstwem, niezwykle ciekawe było spotkanie z tak wielką różnorodnością charakterów osób z różnych krajów i jak sobie radzić z nieuniknionymi różnicami osobowości.
Bob N2OO, który brał już udział w wielu ekspedycjach, powiedział mi, że każda z wypraw zyskuje swój niepowtarzalny wymiar i charakter. Jak i również własne, odrębne problemy i kłopoty. VK9LA z założenia mogłaby się wydawać komfortową sytuacją: jedziemy na wyspę, gdzie czeka już na nas sprzęt, mamy wygodne apartamenty, obok knajpki z dobrym i niedrogim jedzeniem, a po obiadku zwiedzanie wyspy i plaże. Tymczasem notoryczne zarywanie nocy po 2-3 godzinach snu a następnie nocne jazdy na rowerze w kompletnych ciemnościach do obozu CW były bardzo wyczerpujące. Nic dziwnego, że po min. 3 godzinach pileupu miałem wrażenie, że ktoś mi zlasował mózg na dobre. Do tego dochodziła jeszcze moja niewyleczona infekcja (o tym z chwile). Czy ktoś na naszym miejscu potrafiłby się jeszcze cieszyć z nocnych łączności gdyby nie nasze zaangażowanie w krótkofalarstwo? Nam jeszcze starczało energii żeby rano wszystko omawiać, analizować, umawiać się na kolejne zmiany o najrozmaitszych porach ;-) Oczywiście czasami miałem wrażenie, że trochę za mało zwiedzam wyspę, a to przecież być może jedyna szansa z moim życiu aby ją zobaczyć. Ale zawsze jakoś udawało się właściwie to wszystko zbalansować.
Może teraz trochę więcej o krótkofalarstwie na VK9LA. To nie ja powinienem oceniać naszą ekspedycję w kategoriach udana-nieudana. Mogę jedynie wyrazić swoje prywatne zdanie na temat kilku rzeczy. Poza różnego typu problemami technicznymi (np. awaria Acoma i anteny na 40m) musieliśmy sobie radzić z nieprzewidzianymi problemami, np. gwałtowne, tropikalne ulewy, wysoka wilgotność, zwierzęta (krowy i przeciwwagi hiiii). Jak na złość, podczas wyprawy na powierzchni słońca nie pojawiła się ani jedna plama słoneczna. VK9LA przypadło na naprawdę kiepskie warunki propagacyjne. Za to dotarł do Ziemi wiatr słonecznych wiejący z dziury koronalnej, który bardzo pogorszył warunki. Moim skromnym zdaniem, błędem organizatorów było nieprzygotowanie dobrej anteny odbiorczej na 160. Jak się potem jednak okazało, i tak nie otrzymalibyśmy zgody na jej zainstalowanie.Najfajniejszą rzeczą, której doświadczyłem podczas VK9LA (nooo, może poza rozpracowywaniem pileupów) było znajdywanie w samym sobie elastyczności w kontaktach z osobami o najrozmaitszych upodobaniach, charakterze, osobowościach i poczuciu humoru. Ludzie się naprawdę różni i nie da się całkowicie uniknąć na szczęście niegroźnych „krótkich spięć” pomiędzy nimi. Znajdowanie właściwej drogi do wspólnego, konstruktywnego dialogu jest swego rodzaju wyzwaniem. A tak na marginesie: jeśli ktoś nigdy nie miał do czynienia z australijskim angielskim, może mi wierzyć - to spore utrudnienie przez pierwsze kilka dni ;-)
Tak czy owak, mając na uwadze wszystkie „okoliczności przyrody” 30 tys. Łączności, jakie udało nam się zrobić z Lord Howe, uznaliśmy za dość dobry wynik. Obóz CW radził sobie z oczywistych powodów lepiej niż obóz SSB, gdzie słab propagacja dawała się mocniej we znaki. A propos słabych warunków, uwielbiałem „uciekać” od czasu do czasu od zatłoczonych miejsc, aby wyławiać z szumu słabsze stacje, które w zestawieniu z „big guns” szanse miały naprawdę niewielkie.
Osobiście zapłaciłem dość wysoką cenę za notoryczne zarywanie nocy, aby móc być dla Was tak wcześnie na 30, 40, 80 czy te z 160tce.Nienie, nie mam do Was pretensji, lecz do samego siebie - za to, że tak długo ociągałem się z wizytą u lekarza. Gdy wyjeżdżałem z Polski, nabawiłem się lekkiego przeziębienia, i którym niesłusznie zupełnie się nie przejmowałem. Po tygodniu pobytu na wyspie nagle wszystko zaczęło się pogarszać. Dostawałem wysokiej gorączki i bólu głowy. Zapalenie zatok czołowych przeszło w ostre zapalenie krtani i początki zapalenia ucha wewnętrznego. Podczas loty z Lord Howe do Sydney, myślałem, że zwariuję przez nagłe wyrównywanie ciśnienia powietrza w kabinie. W Sydney przez ból ucha i krtani nie spałem całą noc i byłem bliski wzywania karetki, bo standardowe leki przeciwbólowe po prostu już nie działały. Nie mogłem przełykać, mówić, nawet odkaszlnąć. Rano poprosiłem na recepcji o wezwanie lekarza z pobliskiej kliniki. Dostałem receptę na silne antybiotyki i środki przeciwbólowe z kodeiną oraz rachunek… Dobrze, że mam ubezpieczenie turystyczne od kosztów leczenia hiii. Całe szczęście leki zaczęły szybko działać i już dzisiaj popołudniu mogłem spokojnie dalej zwiedzać Sydney ;-) Jeśli ktoś spytałby się mnie, czy jeśli miałbym jeszcze raz to samo przejść aby móc być na pasmach z Lord Howe, nie wahałbym się ani chwili. Ale do lekarza poszedłbym wcześniej :>Pożegnaliśmy się już Billem, Bobem, Lansem I Sanem, którzy w tej chwili są już zapewnie w drodze do domu. Tony I Maddalena właśnie rozpoczęli dwutygodniowe tournee po wschodnim wybrzeżu Australii. My (Stachu, Vicky, Kasia I Piotr) zwiedzaliśmy przez 2 dni Sydney. Śmieszne wrażenie, ale to ogromne miasto sprawia wrażenie mniej męczącego od o wiele mniejszej Warszawy. Może to zasługa ilości zieleni, przestrzeni i różnorodności miejsc, w których można przysiąść, aby odpocząć. Darling Harbour i górujące nad nią wieżowce są niesamowite. Udało nam się zwiedzić Akwarium oraz Muzeum Przyrodnicze, w których mogliśmy zobaczyć najrozmaitsze, endemiczne gatunki zwierząt z tej części świata. Nawiasem mówiąc, nigdy jeszcze w życiu nie dane było mi zwiedzać tak doskonale urządzonych i zorganizowanych obiektów edukacyjnych. Przypadkiem trafiliśmy również na hinduski festiwal folkowy połączony z klimatami rodem z Bollywood. Świetna zabawa. Muszę właśnie przyznać, że nigdzie dotąd na świecie nie widziałem tak wszechobecnej wielonarodowości. Możesz iść ulicą i słyszeć z 10 języków na raz dookoła. Coś podobnego zdarzyło mi się jak dotąd tylko w Londynie, ale nie na taką skalę. Jest jeszcze jedna rzecz, która zwróciła moją szczególną uwagę (o której wspominali też operatorzy z VK): Australijczycy są bardzo tolerancyjnym narodem - nie ważne jakiej jesteś narodowości, mniejszości, jakim językiem mówisz. Moim zdaniem niektóre europejskie kraje, a zwłaszcza te z Europy Środkowej, powinny z Australii brać przykład.
Pogoda znów jest wyśmienita. Postanowiliśmy jutro pojechać do Blue Mounains. To będzie nasz ostatni dzień w Australii. We wtorek 7 kwietnia wylot do Londynu. Potem Warszawa/Ateny - akurat na Wielkanoc.
P.S. Postaram się przed wyjazdem z Australii wrzucić jeszcze jakieś zdjęcia. Myślę, że to nie jest jeszcze koniec blogu VK9LA.info…
Any unauthorised use of our text, photos and information without our permission prohibited!


